EDIT: Zmieniłam tytuł - zaczęłam robić ORP "Warszawa". ORP "Kraków" pójdzie pod nożyczki jako następny.
Jako mała dziewczynka swoją przygodę z modelarstwem zaczynałam właśnie od kartonówek, i kleiłam papierowe samolociki i łódeczki mniej więcej do początku studiów (1988 rok). Potem przerzuciłam się na plastik, potem na figurki. Kilka miesięcy temu dzięki mojemu przyjacielowi Andrzejowi na nowo odkryłam istnienie papierowego świata - przy czym tym razem wyłącznie okrętów, najlepiej z okresu 1860-1900, i koniecznie w skali 1/400.
W moich oczach okręt, aby był wart uwagi, musi być pokraczny - im bardziej, tym lepiej. Moja miłość to np. francuskie pancerniki z XIX wieku czy różne pokrakowate monitory. Na pancernika jeszcze nie czuję się wystarczająco odważna, więc póki co udało mi się skończyć jedną małą poczwarkę - CSS "Albemarle", taranowiec z 1864 roku:

... zaś w ciągu kilku dni powinnam mieć gotową drugą - HMS "Rapidous", kanonierkę pościgową z 1861 roku:

A ponieważ "Rapidous" już niemal gotowy, czas wziąć się za cos następnego (pomijając, że mam w szufladzie rozgrzebanego "Koriejca" i "Novgoroda", tja...). Plany co do "następnego" miałam ciut inne, ale stało się: wczoraj Andrzej przyniósł mi dwie wycinanki polskich przedwojennych rzecznych monitorów - ORP "Warszawa" z Super Modelu i ORP "Kraków" z Kartonowej Kolekcji. No i przepadło...
Obie wycinanki opracowano w skali 1/100, czyli dla mnie kompletnie nieakceptowalnej. Pierwsze zatem, co zrobiłam, to zmniejszyłam sobie obydwie na ksero do Jedynie Słusznej Skali 1/400. Po zmniejszeniu wygląda to tak - na tle oryginalnej strony wycinanki (formatu A4) ułożyłam kserówki w skali 1/400 (te malutkie takie):
Kraków:

Warszawa:

"Warszawa" jest dużo prostsza (2 arkusze z częściami, gdy "Kraków" - 6). Oba są pokraczne, czyli piękne. Który piękniejszy, jeszcze nie wiem. Robić zamierzam jeden z nich, a przynajmniej nie obydwa naraz.
Na razie raportu wstępnego tyle.





























